MVP – Minimum viable product

Jak rozpocząć prowadzenie biznesu?

Chociaż czasy, kiedy kupowaliśmy wersję demo, by sprawdzić czy dana gra spełnia nasze oczekiwania odeszły w niepamięć i coraz częściej wolimy zaryzykować i po prostu zainwestować w jej pełną wersję lub pożyczyć ją od znajomego, by się o tym przekonać, w biznesie nadal istnieje szansa, by sprawdzić trafność własnego pomysłu, zanim przejdziemy do jego realizacji i zainwestujemy w niego swój czas, wysiłek i niekiedy bardzo duże pieniądze. Taką ideę przedstawia MVP – Minimum Viable Product, który możemy nazwać potocznie wersją demo produktu (oferty, usługi, programu lub innej wartości, którą chcemy zaproponować i finalnie sprzedać swoim potencjalnym klientom). Wersja demo produktu na etapie testowania powinna być przynajmniej w minimalnym stopniu przygotowana do wprowadzenia na rynek, a więc wystarczająco skonkretyzowana, by hipotetyczny odbiorca zobaczył jej wartość, a jej pomysłodawca mógł przeanalizować poziom zainteresowania swoją propozycją i zebrać inne potrzebne informacje, które ułatwią mu podjęcie biznesowej decyzji.

Możliwość przetestowania sensowności własnego pomysłu w porównaniu z typowo „podręcznikowym” sposobem wprowadzania produktów i usług na rynek, który z założenia uruchamia całą machinę procedur, daje nam wiele korzyści – jest nieskomplikowany, pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze. Dzięki MVP możemy przejść drogę od pomysłu do biznesu w znacznie krótszym czasie z oszczędnością dla naszego budżetu, mając większą pewność, że to co robimy opłaca się.

Minimalnie gotowy znaczy gorszy?

Chociaż określenie, że produkt, który chcemy przetestować jest minimalnie gotowy do wejścia na rynek może nie kojarzyć się pozytywnie, trzeba podkreślić, że nie oznacza to, że przedstawia on gorszą jakość. Przy jego przygotowaniu zostaje po prostu włożony minimalny konieczny wysiłek i koszty, ponieważ faza testów ma tylko odpowiedzieć na pytanie, czy klienci go potrzebują i będą go kupować. Informacja zwrotna od odbiorcy oraz zweryfikowanie jego potrzeb wpływa na finalną, często ulepszoną wersję produktu. Wszystko zależy od tego w jakim sektorze umieścimy MVP.

Praktyka czyni mistrza

Praktyczne podejście do MVP w formie badań rynkowych, testów cenowych, ankiet konsumenckich, itp. z pewnością daje wgląd do potrzeb i oczekiwań cenowych potencjalnego klienta. Jednak często ma się to nijak do rzeczywistości – szczególnie jeśli analizie poddajemy cenę. Teoretyczny test może bowiem wskazywać na wyższą cenę, niż klient jest w stanie dać za produkt faktycznie. Dlatego do MVP trzeba podchodzić z dużą ostrożnością, bazując na sprawdzonych sposobach mierzenia zainteresowania klienta takich jak:

1. Fake Door (Fałszywa Witryna) – proponujemy klientom produkt / usługę, które faktycznie nie istnieją, aby sprawdzić czy mogą one generować zainteresowanie. Przykładem może być założenie sklepu internetowego bez zaopatrzenia stanów magazynowych w celu przeanalizowania statystyk jej wyświetlenia lub stworzenie strony informacyjnej o aplikacji tylko po to, by sprawdzić ile osób potencjalnie chciałoby ją pobrać na swój telefon. Ilustracją dla pierwszego przykładu niech będzie działanie założyciela sklepu Zappos. Nick Swinmurn na swojej stronie internetowej opublikował zdjęcia butów, które dopiero później kupował w sklepie stacjonarnym i odsprzedawał swoim klientom. W ten sposób sprawdził działanie wymyślonego przez siebie modelu zanim w niego zainwestował.

2. Crowdfunding / pre-order – odmiana Fake Door polegająca na zabieganiu o wsparcie finansowe w zamian za obietnicę dostarczenia zaprezentowanego produktu. Na specjalnej platformie crowdfundingowej można przedstawić swój pomysł i jego wstępne założenia bez podania konkretów, a zainteresowanie nim społeczności może służyć za wyznacznik trafności pomysłu. Biorąc jednak pod uwagę, że platformy crowdfundingowe odwiedzane są tylko przez ograniczoną społeczność zainteresowaną takimi przedsięwzięciami, tego typu test może nie być wystarczająco miarodajny dla wszystkich przedstawionych konceptów. Warto zaznaczyć, że brak powodzenia pomysłu na platformie nie oznacza, że jest on nietrafiony, tak samo jak jego popularność nie musi oznaczać, że na pewno osiągnie sukces na rynku. W tym przypadku bardziej miarodajne wydaje się zastosowanie techniki pre-order, dzięki której możliwe jest gromadzenie płatności za zaproponowany produkt z góry, np. celem sfinansowania jego produkcji. Tutaj już można wybrać grupę docelową stosując odpowiednie działania marketingowe.

3. QuickMVP – inne gotowe narzędzie

MVP można testować przy użyciu gotowych narzędzi dostępnych na rynku. Jednym z nich jest narzędzie marketingowe QuickMVP autorstwa Trevora Owensa, który swego czasu wpadł na pomysł otwarcia wypożyczalni skuterów Vespa. Po kilku próbach stwierdzających, że pomysł nie daje oczekiwanych rezultatów, opublikował w Internecie ogłoszenie o sprzedaży skutera. Kiedy potencjalni klienci odzywali się do niego w sprawie oferty on przeprowadzał wśród nich osobistą ankietę, w której pytał o ich potrzeby, cel zakupu skutera, dla kogo chcą go kupić, itp. Podobne ankiety przeprowadzał również podczas spotkań w kawiarniach. W ten sposób zebrał potrzebne informacje, dzięki czemu założył biznes, ale również wymyślił QuickMVP – narzędzie pozwalające stworzyć stronę internetową poprzez wypełnienie zaledwie kilku pól i umieszczenie zdjęcia. W ten sam przystępny sposób można również dzisiaj stworzyć reklamę Google. Dzięki temu narzędziu sprawdzenie poziomu zainteresowania stroną i ofertą, jej „klikalności” i liczby potencjalnych zakupów jest bardzo proste.

Istotny jest feedback

Drew Houston, CEO Dropboxa, rozpoczął swoją działalność, kiedy na rynku działały już tzw. dyski w chmurze, ale obrał sobie za cel przetestowanie całkowicie innego podejścia do sprawy wprowadzającego synchronizację pomiędzy różnymi platformami. Ponieważ współczesny użytkownik nie zawsze jest w stanie zrozumieć, a tym bardziej wyobrazić sobie działanie niektórych innowacyjnych produktów, Houston postanowił stworzyć film ilustrujący potencjalne działanie swojego pomysłu. Chociaż film na pierwszy rzut oka wydaje się amatorski, dowiódł, że klienci często nie potrafią sprecyzować swoich potrzeb do momentu otrzymania rozwiązania. Wtedy często zastanawiają się nad tym, jak mogli żyć bez danego produktu. Przykładem tego jest fenomen smartfonów, w które na początku nikt nie wierzył, a teraz większość z nas nie wyobraża sobie, że mogłoby ich zabraknąć.